Zakładki:
0. Tu często zaglądam
1. Przeczytane w 2009 r.
2. Przeczytane w 2008 r.
niedziela, 31 stycznia 2010
Bilans na 31-12-2009

Robiłam bilans na ostatni dzień 2008 roku, to wypada też podsumować rok kolejny, czyli 2009.

Było ciut gorzej niż rok wcześniej, bo przeczytałam 34 książki (2,833 książki miesięcznie), a planowałam przekroczyć wynik 2008 roku, czyli 37 książek. Niewiele się zmieniło w doborze lektur - ponownie przeważają kryminały i tzw. thrillery, z zaledwie kilkoma wyjątkami. Udało mi się w tym roku przeczytać kilka książek w oryginale - w ramach szlifowania języka, który - wiadomo - nieużywany zanika. Planowane wyzwanie "Moja książka/japońscy pisarze" po raz kolejny odłożyłam na później, nad czym ubolewam, ale liczę na to, że w 2010 roku będę bardziej konsekwentna i zrealizuję to, co zaplanowałam.

No ale żeby nie być gołosłowną, załączam kilka statystyk:

1) Książkowe obłożenie poszczególnych miesięcy:
- styczeń 2009 - 7 szt.
- luty 2009 - 3 szt.
- marzec 2009 - 1 szt.
- kwiecień 2009 - 1 szt.
- maj 2009 - 0 szt.
- czerwiec 2009 - 1 szt.
- lipiec 2009 - 0 szt.
- sierpień 2009 - 4 szt.
- wrzesień 2009 - 3 szt.
- październik 2009 -3 szt.
- listopad 2009 - 5 szt.
- grudzień 2009 - 6 szt.

Podobnie jak w 2008 roku, początek ambitny, potem słabo, ale koniec lepszy niż poprzednio - nadgoniłam środkoworoczną posuchę czytelniczą.

2) Autorzy i tytuły:
- Ackroyd Peter - Sprzysiężenie Dominus,
- Akunin Boris - Diamentowa karoca: Między wierszami; Azazel; Skrzynia na złoto,
- Arvin Reed - Krew aniołów,
- Christie Agatha - And Then There Were None (Dziesięciu małych Murzynków); Murder on the Orient Express (Morderstwo w Orient Expressie),
- Clarke Stephen - Talk to the Snail - Ten Commandments for Understanding the French (Porozmawiaj ze ślimakiem - 10 przykazań, jak zrozumieć Francuzów),
- Desai Kiran - Zadyma w dzikim sadzie,
- Donohue Keith - Skradzione dziecko.
- Endo Shusaku - Morze i trucizna; Głęboka rzeka,
- Fossum Karin - Kto się boi dzikiej bestii,
- Frank Anne - Dziennik,
- Goodwin Jason - Drzewo janczarów,
- Hesse Hermann - Wilk stepowy,
- Highsmith Patricia - The Talented Mr Ripley (Utalentowany Pan Ripley),
- Kawabata Yasunari - Głos góry; Kraina śniegu,
- King Stephen - Historia Lisey,
- Kornaga Dawid - Rzęsy na opak,
- Kozłowska Antonina - Czerwony rower,
- Krajewski Marek - Śmierć w Breslau,
- Krall Hanna - Sublokatorka,
- Lehtolainen Leena - Spirala śmierci,
- Lindqvist John Ajvide - Wpuść mnie,
- Małyszewa Anna - Miłość zimniejsza od śmierci,
- Mankell Henning - Zapora,
- Marinina Aleksandra - Płotki giną pierwsze,
- Nabokov Vladimir - Pnin,
- Nesser Hakan - Sprawa Ewy Moreno,
- Segur Philippe - Poetyka podrzynacza gardeł,
- Yamada Taichi - Obcy,
- zbiorowa - Podróże z Ryszardem Kapuścińskim

3) Geograficznie:
- Wielka Brytania - 6 szt.
- Stany Zjednoczone - 5 szt.
- Japonia - 5 szt.
- Polska - 5 szt.
- Rosja - 5 szt.
- Szwecja - 3 szt.
- Niemcy/Holandia - 2 szt.
- Finlandia - 1 szt.
- Francja - 1 szt.
- Norwegia - 1 szt.

Geograficzne rozłożenie lektur nie jest dla mnie zaskoczeniem (może z wyjątkiem Stanów Zjednoczonych, za którymi nie przepadam, a które dziwnym trafem zawsze pojawiają się na dość wysokiej pozycji w moim rankingu) - Japonia, Rosja i Szwecja są mi dość bliskie, więc to naturalne, że często sięgam po lektury z tych rejonów świata.

4) Płciowo:
- kobiety - 11 szt.
- mężczyźni - 22 szt.
- praca zbiorowa - 1 szt.

Zdecydowanie przeważa literatura 'męska', ale było to raczej nieświadome - nie wybierałam książek z negatywnym nastawieniem do pisarek, po prostu tak wyszło.

No i tyle bilansu. Ciekawe, czy w 2010 roku uda mi się odejść od dotychczasowych trendów. Zobaczymy.

Ja wciąż żyję!

Na wstępie chciałabym przeprosić wszystkich tych, którzy od kwietnia 2009 roku do dnia dzisiejszego odwiedzali mojego bloga, spodziewając się znaleźć nową notkę z recenzją kolejnej przeczytanej książki. Niestety, obciążenie zawodowe rosnące w postępie geometrycznym sprawiło, że zaniedbałam to moje miejsce w sieci. Na szczęście udało mi się od czasu do czasu przeczytać coś ciekawego i mam nadzieję zamieścić kilkanaście (albo i kilkadziesiąt) zaległych recenzji (albo chociaż wspomnień lub wrażeń - w przypadku lektur, które nie były tak zapamiętywalne, jak bym chciała). Nie wiem, czy uda mi się to zrealizować od razu, bo najbliższe trzy miesiące będą wciąż jeszcze upływać pod znakiem pracy, ale to już finisz - przeprowadzam zawodową rewolucję, która ma na cele przywrócenie właściwych proporcji między pracą a resztą życia. Trzymajcie kciuki w każdym razie.

 

15:46, bookishaga , O mnie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 kwietnia 2009
Håkan Nesser - Sprawa Ewy Moreno

Sprawa Ewy Moreno

Marzec i kwiecień to szczególne miesiące w życiu księgowego - czas wyjęty z życiorysu, fenomen, którym pewnie zainteresowaliby się fizycy. W marcu i kwietniu księgowy nie żyje, a jedynie funkcjonuje w bliżej nieokreślonej wirtualnej przestrzeni sprawozdań, rozliczeń i tym podobnych wynalazków. Powłoka cielesna ulega... specyficznej metamorfozie. Zamiast komórek i tkanek pojawiają się słupki i tabelki. Nie ma człowieka. W tym czasie zamiera wszelka aktywność pozazawodowa, a czynności fizjologiczne ograniczone zostają do niezbędnego minimum, pozwalającego na powrót do świata żywych gdzieś w okolicach maja. Niektóre lepiej przystosowane ewolucyjnie jednostki potrafią jednak nawet wtedy przeczytać coś innego niż ustawa, rozporządzenie czy broszura informacyjna Ministerstwa Finansów. Jeśli jednak to robią, to zwykle wybierają jakiś średnio wymagający wysiłku intelektualnego wyrób czekolado... tfu kryminałopodobny.

Tym odbiegającym od tematu wstępem jakoś udało mi się dojść do sedna, czyli książki znośnej, ale nie rewelacyjnej, z okładki po oczach bijącej fioletem i jednoznaczną zapowiedzią kryminalnych przeżyć i doświadczeń. Znośność "Sprawy Ewy Moreno" opiera się na sprawdzonych już chwytach - skandynawskim autorze i tak zwanych trupach gnijących w szafie przez kilkanaście lat. Tymi trupami zajmuje się tytułowa Ewa Moreno - inspektor policji - oczywiście całkiem przypadkiem i oczywiście w czasie urlopu. Policjanci mają chyba takiego pecha, który przypada im w udziale wraz z mundurem i bronią służbową, że jeśli wybierają się gdziekolwiek w czasie wolnym, to akurat tam popełnione zostaje jakieś przestępstwo - przykładowo bez śladu znika młoda dziewczyna lub jej ojciec (a najczęściej znikają oboje), a - powiedzmy - dwaj malcy na plaży odkopują ludzkie zwłoki. I jak tu wypoczywać? Szczególnie jeśli wszystkie te osoby okazują się mieć coś wspólnego z pewną niby prostą, ale jednak nie taką znowu oczywistą sprawą sprzed lat, w której - jak wynika z akt - licealistka spodziewająca się dziecka swojego profesora zostaje przez niego zabita.

Nie będę udawać, że Nesser to drugi Mankell, a Ewa Moreno to Kurt Wallander w spódnicy, bo tak nie jest. Gdyby było, nie nazwałabym książki znośną, tylko świetną, a niestety do świetności sporo jej brakuje. Owszem, intryga na tyle zawiła, żeby zainteresować, ale jednocześnie dość logiczna, by nie zostawić czytelnika z mózgiem zawiązanym na supełek; postaci drugoplanowe dość barwne, sporo momentów nasyconych czymś, co odbieram jako skandynawskie poczucie humoru, ale mimo wszystko czegoś mi brakowało. Na pewno rozczarowaniem był drugi, poboczny, wątek kryminalny związany z pedofilskimi skłonnościami jednego z kolegów inspektor Moreno. Historia, która w zasadzie rozpoczęła się równie mocnym akcentem co głównowątkowa sprawa prowadzona przez bohaterkę podczas urlopu, gdzieś po drodze zaczęła się rozmywać po to, by znaleźć prawie niezauważalny finał, moim zdaniem, sklecony naprędce i bez większego namysłu. Sama Moreno, pomimo całej sympatii, jaką do niej czułam, chwilami sprawiała wrażenie kobiety, która nie wie, czego chce - w szczególności w relacjach damsko-męskich. Nie wykazała się też zbytnią konsekwencją w prowadzeniu swojego urlopowego śledztwa, bez cienia żalu właściwie zostawiając je w rękach innych dochodzeniowców. Panno Moreno, ambitna policjantka tak nie robi. Ambitna policjantka nie oddaje innym nitki tuż przed dojściem do kłębka, bo to dobra droga do utraty szacunku czytelnika. Jeśli jakimś cudem czytelnik tego szacunku do postaci nie straci, to i tak skończy się to na uznaniu książki za zwyczajnie znośną, pozbawioną większych fajerwerków. Ani to wada, ani zaleta.

Na koniec dobra rada dla wszystkich tych, którzy natkną się na "Sprawę Ewy Moreno" w księgarni lub w bibliotece - darujcie sobie czytanie noty wydawcy na okładce, bo albo jej autor był... niedysponowany, albo nota ta dotyczy w połowie tej książki, a w połowie innej. Namiesza Wam tylko w głowach i ewentualnie przesunie punkt ciężkości oceny od "znośnej" do "beznadziejnej".

wtorek, 03 marca 2009
Anne Frank - Dziennik

Dziennik_Anne_Frank

O prześladowaniach i eksterminacji Żydów podczas II wojny światowej napisano i powiedziano tysiące, jeśli nie miliony słów. W milionach liczy się ofiary Holokaustu. Wszelkie opowieści o zagładzie narodu żydowskiego zwykle ilustrowane są zdjęciami, filmami, obrazami przedstawiającymi tłumy - wielkie masy ludzkie transportowane wagonami bydlęcymi, liczne pochody śmierci, przepełnione obozy koncentracyjne. Wśród tych setek, tysięcy, milionów, wśród tych wielkich liczb gubi się gdzieś jednostka - człowiek ze swoimi marzeniami, pragnieniami i wyobrażeniami, z przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, z rodziną i przyjaciółmi. Jednostka taka jak kilkunastoletnia Anne Frank.

"Dziennik" to nie tylko świadectwo prześladowań Żydów w okupowanej Holandii, ale również (a właściwie przede wszystkim) pamiętnik, powiernik tajemnic dojrzewającej dziewczynki, ślad trudnego wkraczania w dorosłość. To także obraz długotrwałego, wymuszonego okolicznościami, życia w zamknięciu, w atmosferze zagrożenia i strachu przed wykryciem przez nazistów i wywozem do obozów koncentracyjnych. Z kart tego niezwykłego pamiętnika wyłania się obraz rozdartej emocjonalnie nastolatki o złożonej osobowości. W miarę pobytu w Oficynie dziewczynka ewoluuje, próbuje zrozumieć, zanalizować siebie i swoje postępowanie, zdecydowanie pogłębia się jej samoświadomość, zdaje sobie sprawę ze swoich błędów, dąży do tego, by się poprawić, by w jak największym stopniu unikać konfliktowych sytuacji, o które w mało komfortowych warunkach nietrudno. Mimo niesprzyjających okoliczności Anne nie traci jednak wiary i nadziei na lepszą przyszłość, snuje plany i marzenia na czas "po wojnie". Uderzający jest ten jej optymizm i ufność w to "że to wszystko obróci się znowu na dobre, że i te potworności ustaną, że w świecie znowu nastaną spokój i pokój"*. Uderzająca jest jej wewnętrzna siła - niezwykła jak na kilkunastoletnią dziewczynę.

Mimo że w listach Anne do wyimaginowanej przyjaciółki Kitty (w takiej formie pisany jest "Dziennik") pojawiają się dość nieliczne wzmianki o polityce czy okupacyjnych realiach, a dziewczynka skupia się głównie na swoich przeżyciach wewnętrznych i na trudnych relacjach ośmiu ukrywających się osób zamkniętych w małej przestrzeni, widmo wojny nie daje o sobie zapomnieć. Uczestnictwo w życiu rodziny Franków, van Daanów i pomagających im Holendrów pozwala zobaczyć i zrozumieć wpływ wojny na życie jednostki, daje świadomość tego, jak łatwo zniszczyć ludzkie życie, odebrać szanse na realizację celów, marzeń i planów. Jeszcze silniej i dobitniej podkreśla absurd wojny i bezsens tego, co ludzie czynią innym ludziom w imię... no właśnie, czego? 

* Anne Frank - Dziennik - przełożyła Alicja Dehue-Oczko - Wydawnictwo Znak - Kraków 2003 - str. 308-309

czwartek, 19 lutego 2009
Boris Akunin - Diamentowa karoca 2: Między wierszami

Diamentowa karoca

Zwykle z daleka omijam powieści, których akcja toczy się w Japonii, jeśli pisane są przez osobę z zewnątrz - przez tzw. gaijina. Może jest to błąd z mojej strony, może tym sposobem straciłam wiele niepowtarzalnych okazji na zapoznanie się z obiektywnym spojrzeniem na Kraj Kwitnącej Wiśni, ale co z tego, skoro najczęściej zmusić się do tego nie potrafię. Najzwyczajniej w świecie jestem uprzedzona i bez bicia się do tego przyznaję. Przyznaję również, że jak każda reguła, tak i ta ma swój wyjątek - a jest nim "Diamentowa karoca 2: Między wierszami" Borisa Akunina - kryminał retro będący dość zgrabnym połączeniem rosyjskiej (a może powinnam napisać: gruzińskiej) fantazji i kwiecistego stylu oraz japońskiej egzotyki.

Japonista, krytyk literacki i tłumacz, redaktor naczelny 20-tomowej "Antologii literatury japońskiej" na tło jednej z części cyklu o Eraście Fandorinie wybrał Japonię z czasu restauracji Meiji, kiedy to kraj po obaleniu szogunatu wszedł w okres modernizacji w stylu europejskim. Szybki postęp cywilizacyjny i wiążące się z nim zmiany społeczne nie wszystkim przypadły do gustu - w szczególności na znaczeniu straciła klasa samurajów, którym odebrano wiele dotychczasowych przywilejów. Rosnące niezadowolenie obywateli sprzyjało zawiązywaniu spisków mających na celu zahamowanie trwających zmian i przywrócenie starego porządku. Na trop jednej z podobnych intryg wpada przypadkiem Fandorin, który do Jokohamy przybywa, aby objąć stanowisko zastępcy konsula Cesarstwa Rosyjskiego. Standardowa procedura związana ze śmiercią rosyjskiego obywatela w jokohamskiej jaskini hazardu prowadzi Fandorina do odkrycia planów zamachu na japońskiego ministra spraw wewnętrznych, Ookubo. Tym sposobem Erast Pietrowicz trafia w sam środek rozgrywek pomiędzy zwolennikami starych i nowych porządków w przechodzącej niezwykłą metamorfozę Japonii.

Muszę przyznać, że "Diamentową karocę 2..." czytało mi się świetnie - przede wszystkim uwagę zwraca język stanowiący istotny element klimatu powieści (jak sądzę spora w tym zasługa tłumacza, Pana Jana Gondowicza); intrygują barwne postaci - od pracowników rosyjskiego konsulatu począwszy, poprzez jokohamskich policjantów, na shinobi i gejszach skończywszy. Bawi humor oparty na jakże często już przerabianym motywie zetknięcia dwóch różnych kultur i wynikających z niego nieporozumień, a mimo to jednak świeży. Poruszają osobiste dramaty głównego bohatera i osób z jego otoczenia, wstrząsa okrutna i niepotrzebna śmierć doktora Twiggsa, inspektora Asagawy i sierżanta Lockstona, pomagających Fandorinowi w dotarciu do spiskowców, napawa odrazą dwulicowość wpływowego Don Tsurumakiego.
Dodatkowego smaczku dodaje fakt, że z Japonii Akunin zapożyczył do swojej powieści nie tylko tło geograficzne, ale i sporo filozofii i tradycji, wplatając tu i ówdzie informacje o buddyzmie, o sztuce czytania z twarzy ninso, sztuce miłości jojutsu. Sama konstrukcja kryminału nawiązuje też do japońskiej poezji - każdy rozdział kończy się haiku, a warstwa fabularna jest niejako rozwinięciem tego, co w tych krótkich formach poetyckich kryje się między wierszami.
Biorąc pod uwagę kolejność poszczególnych części cyklu, "Diamentowa karoca 2: Między wierszami" jest ostatnia, ale z chronologicznego punktu widzenia powinna być czytana na początku, bo akcja cofa się tu do czasów młodości Fandorina, wyjaśniając między innymi, skąd wziął się japoński asystent detektywa czy też kto uczył Erasta Pietrowicza ninjutsu. Powieść rozwija też istotny wątek uczuciowo-rodzinny z życia bohatera.

Akunin (z jap. zły człowiek, łotr) już drugi raz stanął na wysokości zadania i utwierdził mnie w przekonaniu, że rosyjski kryminał ma się dobrze - tym bardziej się cieszę, że to dopiero początek mojej przygody z Erastem Pietrowiczem i czeka mnie jeszcze kilka ładnych godzin w XIX-wiecznej Rosji i okolicach, u boku nieco ekscentrycznego detektywa. Z czystym sumieniem polecam.

środa, 18 lutego 2009
Vladimir Nabokov - Pnin

Pnin

Spod pióra Sergiusza Piaseckiego wyszedł "Żywot człowieka rozbrojonego", Nabokovowi udało się natomiast napisać żywot człowieka rozbrajającego. 
Fabuła powieści koncentruje się wokół postaci pięćdziesięciokilkuletniego profesora Timofieja Pnina - wręcz podręcznikowego, nieco karykaturalnego typu naukowca, zagubionego, trochę roztargnionego, ale jednak wzbudzającego ni to litość, ni sympatię swoją nieporadnością. W niepozbawiony sporej dawki humoru sposób Nabokov tworzy swoiste studium postaci, pokazując bohatera w różnych sytuacjach z jego życia, przywołując we wspomnieniach fragmenty jego przeszłości, stopniowo pozwalając czytelnikowi poznać i polubić Pnina, oswoić się z jego specyficznym podejściem do ludzi i życia.

Początkowo można odnieść wrażenie, że o to tylko w powieści chodzi - o przedstawienie zabawnego Rosjanina nieradzącego sobie z językiem angielskim, obiektu kpin i żartów kadry naukowej uniwersytetu w Waindell, pechowca, któremu słabo wiedzie się w życiu - ale to tylko pozory. W rzeczywistości "Pnin" to gra, jaką Nabokov prowadzi z czytelnikiem i z samym bohaterem. Począwszy od gry na uczuciach poprzez zabawę z narracją, na dręczeniu samego Pnina skończywszy. Łatwo wpaść w pułapkę zastawioną przez autora i przywiązać się do bohatera, współczuć mu, żałować, mimo że to "tylko" postać z kart książki, marionetka, którą kieruje nie kto inny jak Nabokov. Perfidny narrator - raz mieniący się przyjacielem Pnina, innym razem wyrażający rozczarowanie szczęśliwym rozwiązaniem kłopotów profesora z dojazdem na odczyt, zazwyczaj jednak traktujący go w sposób co najmniej protekcjonalny - co rusz rozbudza wątpliwości nie tylko czytelnika, ale i samego Timofieja co do tego, czy jego życie jest rzeczywiste. Profesor jest właściwie o krok od uzmysłowienia sobie, że jego egzystencja to nic innego jak fikcja literacka, co jakiś czas w jego życiu pojawiają się znaki i symbole, które niby przybliżają go do odkrycia prawdy, ale ostateczne rozwiązanie mu umyka, wciąż tkwi uwięziony w zaklętym kręgu stworzonym przez narratora-dręczyciela.
A kim jest sam narrator? To kolejna zagadka do rozwiązania - z jednej strony on sam podsuwa pomysł, jakoby był "przyjacielem", a co najmniej znajomym Pnina, z drugiej - jego wszechwiedza o dzieciństwie profesora, o jego myślach, wspomnieniach, wrażeniach, odczuciach zdaje się zaprzeczać pierwszemu przypuszczeniu. Sprzeczne ze sobą wypowiedzi narratora podważają jego wiarygodność i przekonują, że to kolejna odsłona jednej wielkiej gry. A może nie?

Na początku napisałam, że fabuła powieści koncentruje się wokół postaci pięćdziesięciokilkuletniego profesora Timofieja Pnina, ale to przekonanie to chyba jednak dowód na to, że ja też wpadłam w pułapkę zastawioną przez Nabokova.

wtorek, 17 lutego 2009
Kreativ Blogger

Bospa zrobiła mi bardzo miłą niespodziankę, nominując do nagrody Kreativ Blogger:

Kreativ Blogger

Czuję się tym bardziej wyróżniona, że bloga prowadzę nie tak znowu długo, a i szata graficzna póki co pozostawia wiele do życzenia (w planach mam zmiany w tej kwestii), ale nie przeszkadza mi to cieszyć się pisaniem o książkach, które na dłużej lub krócej zagościły w moim życiu.
Zgodnie z zasadami przyznawania Kreativ Blogger Award powinnam teraz wskazać siedem lub więcej blogów, które nominuję do nagrody, i powiadomić autorów o wyróżnieniu w komentarzu na ich blogach. Wyłamię się z tej zasady i przyznam jedną ogólną nominację:

Dla wszystkich autorów blogów, którzy swoją egzystencją w blogosferze udowadniają, że ludzie wciąż czytają i z czytania czerpią przyjemność.

Na marginesie dodam, że od paru dni proza życia zawodowego odciąga mnie od internetu, ale na szczęście nie od książek - teraz wystarczy tylko, żebym znalazła chwilę na ubranie w słowa wrażeń po lekturze "Pnina" Vladimira Nabokova i "Diamentowej karocy 2: Między słowami" Borisa Akunina.

23:18, bookishaga , O mnie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 lutego 2009
Philippe Ségur - Poetyka podrzynacza gardeł

Poetyka podrzynacza gardel

Ponoć nie powinno się sugerować opisem na okładce, bo wydawcy zwykle obiecują cuda-niewidy po to tylko, żeby książka się sprzedała, ale czy można się oprzeć postaci rodem z norweskiej mitologii - tajemniczemu Yagudinowi, któremu jakimś sposobem udaje się wywrócić do góry nogami życie spokojnego profesora prawa z uniwersytetu w Tuluzie?


Z początku nie wiadomo, na ile powiązane są wątki Yagudina i Nilsa Immarskjölda Dugaya - historie prowadzone są naprzemiennie i czytelnik jednocześnie poznaje dość ustabilizowany, żeby nie powiedzieć, że nudny, tryb życia francuskiego profesora oraz mrożącą krew w żyłach opowieść o mitycznym norweskim podrzynaczu gardeł, człowieku, który w odwecie za swoją tragedię odbiera innym mężczyznom szczęście, porywając bądź mordując ich żony i dzieci. Akcja obu wątków toczy się nie tylko w różnych realiach geograficznych, ale i wędruje w czasie, przenosząc się ze współczesnej Francji do Norwegii epoki wielkich sag. Stopniowe zazębianie się dwóch opowieści odkrywa przed czytelnikiem nowe okoliczności, a N.I.Dugay i Yagudin mają ze sobą znacznie więcej wspólnego niż tylko fakt, że imię jednego jest anagramem nazwiska i inicjałów drugiego. Yagudin z bajek opowiadanych przez Nilsa córkom przed snem przenika do rzeczywistości i odbiera profesorowi jego życie i tożsamość.

Muszę przyznać, że dobrze czytało mi się tę powieść - żałuję trochę, że Ségur nie rozwinął bardziej wątku norweskiego - czułam pewien niedosyt, historia wielkiego wodza Wanów, Sigurtsena i jego żony oraz syna została właściwie tylko zasygnalizowana, brakowało mocniej zarysowanego tła, bardziej szczegółowego ujęcia realiów Norwegii tamtych czasów. Atutem "Poetyki podrzynacza gardeł" są postaci z krwi i kości - wprawdzie przywiązany do swojej małej stabilizacji i codziennych rytuałów nudny Dugay budzi politowanie, ale właśnie to, że postać wywołuje określone uczucia w czytelniku stanowi o mistrzostwie twórcy. Pomimo tego, że w gruncie rzeczy historia Dugaya jest tragiczna, udało się autorowi przemycić sporo humoru sytuacyjnego, a także motywów tragikomicznych. Świetnie przedstawione są dzieci - nad wiek dojrzała dziewięcioletnia Marnie, czy też czterolatka Emeline, której nad wyraz trafnie udaje się komentować rzeczywistość za pośrednictwem lalki o imieniu Ian-Tole.
Jakby przy okazji poczynione są rozmaite obserwacje relacji międzyludzkich, z których niestety można wyciągnąć wiele gorzkich wniosków na temat powierzchowności tych kontaktów. Pojawia się też wątek zamachu z 11 września 2001 r. i jego wpływu na życie społeczeństw i jednostek, ale bez nadmiernego tragizowania. Mnie osobiście poruszył fragment, w którym Nils Dugay z rozbawieniem uzmysławia sobie, jak bardzo na życie ludzkie wpływają informacje dostarczane przez media - jak łatwo można wciskając jeden guzik (przycisk pilota od telewizora) z euforii popaść w rozpacz, jak bardzo człowiek potrafi - kolokwialnie mówiąc - wkręcić sobie jakiś film i pozwolić umiejętnie zmiksowanym przez dziennikarzy koktajlom informacyjnym rządzić swoim życiem.
Jedynym zgrzytem, który pojawił się w trakcie lektury, było rozwiązanie zagadki Yagudina podane na talerzu i jakoś tak na siłę. Zabrakło pewnej logiki, rozwiązanie nie było naturalną konsekwencją procesu dochodzenia do prawdy, tylko pojawiło się ni stąd, ni zowąd. Na szczęście zostało to zrekompensowane nieco kafkowskim klimatem, atmosferą zagrożenia zbudowaną na nasilających się symptomach stopniowej utraty przez Dugaya kontroli nad własnym życiem, a także pewnym zaskoczeniem co do prawdziwej tożsamości profesora.

Ogólnie rzecz biorąc dobry kawałek literatury.

piątek, 30 stycznia 2009
Z Węgier tymczasowo przenosimy się do Francji
Kilka dni temu zaczęłam czytać "Melancholię sprzeciwu" László Krasznahorkaia i tak się zmęczyłam, tak spociłam, tak mnie zmełło i wyżęło, że po prostu musiałam zrobić sobie przerwę. I wcale nie chodzi o to, że książka jest zła czy nawet przeciętnie mierna (bo nie jest). Po prostu dusi i zalewa - o dziwo w sposób, którego się pragnie, ale fizycznie i mentalnie trudno podołać. Chylę czoła przed zdolnym Węgrem, który potrafi ze słów utkać duszącą atmosferę, namacalny chaos, ale na razie daję sobie chwilę oddechu przy "Poetyce podrzynacza gardeł" Philippe'a Ségura.
niedziela, 25 stycznia 2009
Anna Małyszewa - Miłość zimniejsza od śmierci

Milosc zimniejsza od smierci

Początkowo "Miłość zimniejsza od śmierci" skojarzyła mi się z "Cieniem Poego" Matthew Pearla - i w jednej, i w drugiej powieści mamy do czynienia z zagadką związaną ze znanym pisarzem i opartą na jego twórczości. Na tym jednak podobieństwo się kończy - u Pearla w XIX-wiecznym Baltimore prawnik Quentin Clark prowadzi śledztwo w sprawie śmierci Edgara Allana Poe, natomiast bohaterka Małyszewej, współcześnie żyjąca studentka moskiewskiego Instytutu Literackiego, Lida, staje przed zadaniem dokończenia "Tajemnicy Edwina Drooda" - kryminału autorstwa Charlesa Dickensa. Niełatwe zadanie doprowadzenia wątków powieści do logicznego finału dodatkowo komplikują wydarzenia z osobistego życia dziewczyny - nagle znika chłopak Lidy, Alosza, wynajmująca parze mieszkanie Wiera Siergiejewna próbuje popełnić samobójstwo, a w życie dziewczyny ponownie wkracza Sierioża, któremu Lida dała kosza kilka lat wcześniej. Przypadkowe osoby okazują się mieć ze sobą wiele wspólnego, na światło dzienne wychodzą niewygodne sekrety z przeszłości, a w życiu Lidy wątki powieści Dickensa zaczynają przeplatać się z rzeczywistością.

Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że powieść Małyszewej to typowy kryminał, jednak drugie spojrzenie i uważna lektura podważają to przypuszczenie. Dość istotne w "Miłości zimniejszej od śmierci" są wątki dotyczące relacji międzyludzkich, trudnych wyborów i ich konsekwencji. Stopniowo odkrywana przeszłość Wiery Siergiejewnej czy owiane tajemnicą dzieciństwo Sierioży i jego siostry Swietłany przyćmiewają sprawę zniknięcia Aloszy i intrygują bardziej niż dopisywane przez Lidę zakończenie powieści Dickensa, aczkolwiek sam pomysł na wprowadzenie "Tajemnicy Edwina Drooda" do fabuły i proponowane rozwiązanie są niewątpliwym atutem książki Małyszewej.

W nocie wydawcy na okładce książki pojawia się informacja, że powieści Małyszewej nie mieszczą się w ramach jednego gatunku i rzeczywiście można przyznać rację temu stwierdzeniu. To, co charakterystycznego jest dla kryminałów, tu dodatkowo zostało wzbogacone nieźle nakreślonym tłem obyczajowo-psychologicznym, chociaż może zabrakło wyrazistości realiów życia w Moskwie. Jedyne, do czego mogłabym mieć zastrzeżenia, to postaci - w szczególności zawiodła mnie słaba, poddająca się woli Swietłany, Lida. Razi u niej brak asertywności, chociaż przyznać trzeba, że miewa pewne przebłyski rozsądku. Trochę naciągany jest też sposób rozwiązania sprawy Aloszy, ale ogólnie minusy nie przesłaniają plusów i mam nadzieję, że wkrótce na polskim rynku pojawią się kolejne książki Małyszewej (ponoć napisała 23 kryminały, a w Polsce dostępne są na razie dopiero dwie pozycje jej autorstwa).  

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5